"Zrozumienie rzeczy nowych, bierze się z poznania starych.
Różnica między starym i nowym jest kwestią czasu.
Istotne, aby człowiek we wszystkim miał niezmącony umysł".
Droga: któż przejdzie ją prosto i dobrze ?

                                             Gichin Funakoshi

SHOTOKAN KARATE - 松涛館空手



Jak trenować kata? Funakoshi pisze: - "Nie wyglądaj dobrych wyników w krótkim czasie"; -   "Trenuj serio"; - "Praktykuj bez słów, własnym ciałem, nie teoretyzuj"; -   "Ćwicz, aż będziesz zmęczony do upadłego. Usiądź, obetrzyj czoło i zrozum, że dopiero teraz zaczyna się właściwy trening"; -   "Ćwicz raczej często i krótko niż rzadko i długotrwale"; - "Zrozum sens ruchów w kata. Nie ćwicz tych kata, co do których masz najmniejsze wątpliwości. Ćwiczenie bez zrozumienia sensu ruchu jest błędem"; - "Opanuj po mistrzowsku jedno kata. Potem będziesz już wiedział wszystko o pozostałych. Wąskie drzwi prowadzą daleko w głąb..." Ostatnie zalecenie Mistrz ilustruje w swej biografii następującą anegdodą: Pewien młody człowiek imieniem Koshiji był utalentowanym recytatorem i świetnie sobie poczynał. Postanowił jednak rozwijać wrodzony talent i pobierać nauki. Ojciec postarał się, aby Koshiji'ego przyjął do siebie sławny mistrz recytacji z dworu cesarskiego w Kioto. Tak się stało. Pierwszego dnia, po południu, mistrz polecił młodzieńcowi opanować niewielki fragment z "Opowieści o Toyotomi Hideyoshim". Do kolacji Koshiji znał już ten fragment na pamięć, a przed snem był już gotów do recytacji. Ta odbyła się rankiem i była bardzo udana - mistrz sprawiał wrażenie zadowolonego. Jednak ani tego dnia, ani następnego, ani przez cały miesiąc Koshiji nie otrzymał polecenia, aby uczyć się innego fragmentu. Mijały tygodnie i miesiące trzech długich lat, a on codziennie miał recytować ten sam fragment. Przypuszczał, iż popełnia jakiś błąd, analizował pracę tysiąckroć, ćwiczył całymi dniami. Wreszcie pewnego dnia poczuł się poniżony i oszukany tak dalece, że nocą uciekł z domu mistrza. Szedł stale drogą Tokaido. Pewnego wieczoru, zmęczony i głodny, pełen rozterek, jak przyjmie ucieczkę jego ojciec, zatrzymał się na nocleg w prowincji Shizuoka. Tego wieczoru rozgrywał się tam właśnie konkurs recytacji, a jedną z nagród miał być syty posiłek... W żołądku burczało, w kieszeniach stukały ostatnie dwie monety... nie było nic do stracenia. Wykonał oczywiście ów nieszczęsny fragment z "Opowieści...". Kiedy po kilku minutach skończył, w gospodzie panowała zupełna cisza. Starzec, który prowadził konkurs, długą chwilę siedział w milczeniu z zamkniętymi oczyma. Wstał wreszcie, skłonił się głęboko przed Koshiji i rzekł - "Wyjaw nam panie swe imię, abyśmy mogli na zawsze zapamiętać, który to z wielkich artystów tego kraju wystąpił oto przed nami". Z wielkim pomieszaniem, czerwony z zażenowania i satysfakcji Koshiji wyjawił, iż jest początkującym... - "Trudno w to uwierzyć panie" - powiedział starzec. - "Lecz jeśli jest to prawdą, to wyjaw choć nazwisko mistrza, u którego pobierasz nauki..." Młody artysta nie miał wyjścia. Poprosił starca o chwilę rozmowy na uboczu i wyznał ze wstydem całą prawdę, nie tając również faktu ucieczki. - "Ach!" - jęknął starzec chwytając się za siwą głowę. - "Jakiż błąd popełniłeś uciekając z domu mistrza, który w zaledwie trzy lata uczynił cię zdolnym do tak przepysznej recytacji! Weź na drogę moją radę - wracaj, przeproś w pokorze i proś o dalszą naukę", Tak też się stało. A Koshiji? Koshiji był największym recytatorem swych czasów. Aż do śmierci nie pojawił się nikt, kto mógłby mu dorównać...

Współpracujemy z: